Kiedy język przypieka bardziej niż ziemniaki…

Spojrzenie na ladę garmażeryjną potrafi zaskoczyć nie tylko cenami (27,99 za kg podpieczonych ziemniaków!) , ale i… kreatywnością autorów etykiet. Tym razem naszą  uwagę przykuł napis: „Pieczone pieczonki”. Brzmi trochę tak, jakby ktoś sprzedawał „gotowaną zupę”, „mokre deszcze” albo „okrągłe koła”. Pieczonki to  tradycyjna potrawa przygotowywana właśnie przez pieczenie. Dodawanie do ich nazwy słowa „pieczone” jest więc równie potrzebne, jak informacja, że lód jest zimny. Można odnieść wrażenie, że autor etykiety postanowił dmuchać na zimne i upewnić klientów, że tym razem pieczonki naprawdę zostały upieczone. To kolejna  językowa wpadka, ale właśnie takie niepozorne błędy często wywołują największy uśmiech. A przy okazji przypominają, że język polski bywa równie wymagający jak dobra kuchnia, wystarczy jeden niepotrzebny składnik, by całość nabrała zupełnie innego smaku. Smacznego… i uważnego czytania etykiet!