Klasyczna scena z kuchni, w której mąż dyktuje przepis z chirurgiczną precyzją, a żona realizuje go z wojskową dyscypliną. Każdy składnik trafia na swoje miejsce szybciej, niż zostanie wypowiedziany do końca, aż wreszcie okazuje się, że nie chodziło tylko co dodać, ale jak – bo prawdziwym spoiwem relacji (i sałatki) jest… majonez. Dużo majonezu. Pointa idealnie pokazuje, że w małżeństwie – podobnie jak w kuchni – diabeł tkwi w szczegółach, a niedopowiedzenia bywają bardziej tłuste niż boczek…
