Rekrutacja do szkół ponadpodstawowych trwa w najlepsze, dlatego na forach internetowych pojawia się mnóstwo wpisów związanych z przydziałem uczniów do klas. Naszą uwagę zwrócił wpis pewnej mamy, która najwyraźniej jest przekonana o własnej nieomylności, a jednocześnie bardzo przejęła się tym, że jej córka została przydzielona do klasy B zamiast A.
Już na pierwszy rzut oka tekst zdradza liczne niedociągnięcia językowe. Można w nim znaleźć błędy interpunkcyjne (brak przecinków i nieprawidłowe odstępy przed znakami interpunkcyjnymi), niezgrabne konstrukcje składniowe oraz mało precyzyjne sformułowania. Znacznie ciekawsza od formy jest jednak sama treść wpisu.
Autorka wychodzi z założenia, że klasa A z definicji jest lepsza od klasy B, a uczniowie klasy B są „zazwyczaj gorsi”. To klasyczny przykład stereotypowego myślenia oraz wyciągania daleko idących wniosków bez znajomości zasad funkcjonowania szkół. W rzeczywistości w wielu placówkach oznaczenia literowe mają wyłącznie charakter organizacyjny. Klasy bywają tworzone losowo lub według profilu nauczania, np. językowego, matematycznego czy biologicznego, dlatego litera przypisana do oddziału nie świadczy ani o poziomie uczniów, ani o prestiżu klasy.
Wpis jest również przykładem błędu logicznego. Głównym argumentem autorki jest przekonanie, że skoro córka „zawsze była w klasie A”, to również w liceum powinna znaleźć się właśnie w takim oddziale. Trudno jednak uznać takie rozumowanie za racjonalne, ponieważ nie uwzględnia ono rzeczywistych zasad rekrutacji ani organizacji pracy szkoły.
Całość stanowi interesujący przykład rozdźwięku między troską o edukację dziecka a jakością własnej wypowiedzi. Ironia polega na tym, że wpis, który miał podkreślać wysokie aspiracje edukacyjne autorki, sam staje się materiałem do analizy na lekcji języka polskiego – i to nie tylko pod względem interpunkcji, ale również logiki i umiejętności argumentowania.
Podsumowując z lekkim przymrużeniem oka – największym problemem nie wydaje się to, czy córka trafiła do klasy A czy B, lecz fakt, że jej mama najwyraźniej opuściła kilka lekcji interpunkcji, logicznego myślenia oraz zasad funkcjonowania współczesnych placówek oświatowych.

