„Marsz Mokotowa”

Piosenka Powstania Warszawskiego, autorem słów był podchorąży Mirosław Jezierski „Karnisz”, autorem muzyki Jan Markowski  „Krzysztof”, porucznik z kompanii saperów pułku AK „Baszta. Piosenka powstała ok. 20 sierpnia 1944, podczas odpoczynku kompanii na kwaterze przy ul. Ursynowskiej. Przepisana na różnych dostępnych kawałkach papieru i rozesłana do innych oddziałów, wkrótce śpiewana była już przez cały Mokotów. Potem [kanałami] przeniesiono tekst i nuty do innych dzielnic Walczącej Warszawy. „Marsz Mokotowa” od 1969 rozbrzmiewa codziennie o godzinie 17.00 [na pamiątkę godziny „W” ] z wieży zegarowej „Domku Gotyckiego”, stojącego przy ulicy Puławskiej 59.  Ważnym motywem jest piosenka, która staje się symbolem jedności, nadziei i podtrzymywania ducha walki. Towarzyszy żołnierzom podczas akcji, rozbrzmiewa na barykadach i ulicach Mokotowa, dodając odwagi w najtrudniejszych chwilach. Muzyka pełni tu funkcję nie tylko artystyczną, ale także wspólnotową i patriotyczną. Refren podkreśla wyjątkowe znaczenie „pierwszego marszu”, który symbolizuje wejście młodych ludzi do walki o wolność. Marsz ten pozostaje w pamięci na zawsze, ponieważ wiąże się z ogromnymi emocjami, poświęceniem oraz świadomością ryzyka. Słowa „to nasza krew i czyjeś łzy” przypominają, że każda walka o niepodległość wiąże się z cierpieniem, ofiarami i bólem rodzin. Druga część utworu przenosi uwagę na Warszawę – miasto płonące, zniszczone, ale niezłomne. Domy zamieniają się w twierdze, a ulice stają się polem walki. Jednocześnie mieszkańcy nie tracą nadziei ani zapału. Miasto zostaje ukazane jako żywy uczestnik wydarzeń, któremu dedykowana jest pieśń niosąca pamięć i wsparcie.

  Nie grają nam surmy bojowe
   ni werble do szturmu nie warczą, 
   nam przecież te noce sierpniowe 
   i prężne ramiona wystarczą.

   Niech płynie piosenka z barykad
   wśród bloków, zaułków, ogrodów,
   z chłopcami niech idzie na wypad
   pod rękę przez cały Mokotów.

Ref. Ten pierwszy marsz ma dziwną moc,
        tak w piersiach gra, aż braknie tchu,
        czy w słońca żar, czy w chodną noc,
        prowadzi nas pod ogniem z luf.

        Ten pierwszy marsz, jak dzień po dniu, 
        w poszumie drzew i w sercach drży,
        bez zbędnych skarg i próżnych słów,
        to nasza krew i czyjeś łzy.

   Niech wiatr ją poniesie do miasta,
   jak żagiew płonącą i krwawą,
   Niech w górze zawiśnie na gwiazdach, 
   czy słyszysz płonąca Warszawo?

   Niech zabrzmi w uliczkach znajomych, 
   w Alejach, gdzie bzy już nie kwitną,
   Gdzie w twierdze zmieniły się domy, 
   a serca z zapału nie stygną.

Ref. Ten pierwszy marsz ma dziwną moc…