Tajemnice sklepowej polszczyzny

W Miechowie, w drodze do Krakowa, wstąpiliśmy do  Bricomarché.  Na tabliczce zobaczyliśmy informację o  zasadach poruszania się po sklepowej przestrzeni z prośbą o niezastawianie wózkami przejścia do ogrodu! Chcieliśmy  wejść do ogrodzonej zewnętrznej części sklepu, ale furtka okazała zamknięta, tak później zastanawialiśmy się, że może trzeba było wypowiedzieć te magiczne słowa „Wejście na ogród”, my jednak chcieliśmy tylko „do” ogrodu, a nie „na”. Uprzejma pani uświadomiła nas, że jest to możliwe tylko „przez kasy”, podobnie jak wyjście z tamtego miejsca.  Toczyliśmy dyskusję kto kogo wsadzi na te kasy, ale pani ekspedientka nie rozumiała naszych problemów. To w ogóle ciekawy sklep, bowiem będąc w środku usłyszeliśmy ciekawe wezwanie „Dekoracja proszona na kasę”, cierpliwie poczekaliśmy chcąc zobaczyć jak się to odbywa, ale przyszła tylko ekspedientka z tego działu. Panie nie rozumiały naszego pytania, dlaczego dekoracja nie dotarła. Nie zobaczyliśmy dekoracji na kasie, ale za to odkryliśmy, że w tym sklepie najbardziej kwitnie… językowa wyobraźnia.