„Łzy w kinie” Stanisława Barańczaka

  • Wiersz z gatunku liryki refleksyjnej.
  • Nie ma podziału na strofy (wiersz ciągły).
  • Zalicza się go do gatunku liryki refleksyjnej.
  • Tematem są uczucia, potrzeba ich uzewnętrznienia.
  • Podmiot liryczny to bywalec kina, obserwujący ludzi wokół.
  • Formułuje wniosek, że zachowania ludzi w kinie sa bardziej naturalne, szczere.
  • Większość nie kryje wzruszeń.
  • Pobyt w kinie jest swoistą wizytą w konfesjonale.
  • Służy oczyszczeniu, pozwala na naturalność.
  • Z drugiej strony jest to sztuczne, bowiem  wydarzenia, w których ludzie uczestniczą to fikcja filmowa.
  • Występują epitety (np. „kinowa łza”), metafory (np. „ekran „panoramicznie rozrosły konfesjonał”).

Łzy w kinie płyną łatwiej.
Łatwiej niż w życiu (pomoc:
zgaszenie na sali świateł)
ale i łatwiej niż w domu,
przed własnym telewizorem:
za wydatek na bilet
pragnie się mieć wieczorem
coś uchwytnego: chwilę
śmiechu lub – zwłaszcza – łez
(od śmiechu widz czuje się lepiej,
od płaczu – lepszym niż jest).
Kinowa łza nie oślepia
oka; przeciwnie, przemywa
i kąpielami słonymi
sprawia, że oko przeżywa
to, co samochód w myjni
lub dusza w trakcie spowiedzi.
Kratką i ciemnym okienkiem –
ekran, przed którym się siedzi
(w kinie, jeśli kto klęknie,
są to przypadki nieliczne),
lecz przed tym panoramicznie
rozrosłym konfesjonałem
otarciem łzy wyznajemy
swój grzech śmiertelny, tajemny,
nie ujmujący – ujemny
znak, minus, który jest piętnem:
“Choć się naprawdę starałem,
choć próbowałem usilnie,
od ostatniego seansu
znów nie zdołałem żyć w pięknie,
w krainie Sensu i Glansu,
w sposób tak żywy, człowieczy,
pełny, prawdziwy, bezsprzeczny
jak żyją aktorzy w filmie”.